Status: gdzieś z dala stąd, płynę w otchłani niebytugdzieś z dala stąd, płynę w otchłani niebytu


retrospekcje z szkolenia żeglarzy… cz2

o godzinie 18:06:02

Warszawa dzień 1
wstałem, zjadłem jakieś śniadanie i pognałem niczym mustang(objuczony) na parking przy
ul. E.Plater - zaraz pod "pałacem kultury" (jakby to w warszawie była jakaś kultura - może i
jest w każdym razie ja jej nie widziałem) jak dotarłem to jeszcze prawie nikogo ani niczego
nie było - w każdym razie stał już autobus i zaczynali się złazić ludzie jak się później okazało
to cała moja łódka się zebrała i poznała dopiero/już w autobusie - no fajnie obóz jest
międzynarodowy bo Ania która myślałem że jest ze wschodu polski, jak się okazało pochodzi
ze wschodu Białorusi i studiuje w Grodnie. Telefonicznie pomogłem Jarkowi dotrzeć z dworca
pkp W-wa Centralna do punktu zbiórki(jakieś 500m ?).
Węgorzewo
No fajnie nie ma wyżywienia żadnego a łódki spodziewałem się że będą większe…
Zostaliśmy rozdzieleni na łódki - my dostaliśmy "Misia" a ci którzy dojechali kilkanaście minut
później? własnym samochodem zajęli "Setkę"(hmm nazwa łódki dobrze ich obrazowała bo
ładowali cały czas ostro wódę…
Rozpakowaliśmy się, zrobiliśmy mały zwiad, a teraz musimy siedzieć i czekać na jakiegoś
pierdolonego brakującego załoganta który ma dojechać.
około godziny 18
Pierdolimy to wszystko, jesteśmy głodni i idziemy do Węgorzewa jakieś żarcie kupić.
Padło na "Biedronkę" bo jest dużo i tanio i można jakieś konserwy czy dżem z biedronki kupić.
Fuck coś mało kasy w portfelu mam - pożyczyłem 2zł żeby starczyło mi na to piwo co
wziąłem prócz żarcia
Patrzę - ooo cywilizacja nawet bankomat stoi -zaraz sobie wyciągnę kasę - w końcu
mam ok 400zł na koncie i kartę w portfelu. "karta lub rachunek stracił ważność" no
cóż jak zawsze w przypadku problemów - chuchnąłem przetarłem, jeszcze raz próbuję
- znów to samo - oglądam kartę oglądam - już wiem co mi od początku nie pasowało - data
ważności karty "Lipiec 2006" czyli jak to mówią "po ptokach - dobrze że mam telefon,
ładowarkę i gdzieś schowane 100zł, no to wracamy z miasta przez las. Jakiś ktoś nieomal
nas nie rozjechał cichcem z tyłu wypadł nagle ciemnym samochodem zza zakrętu. Nie minęło
5 minut znów widzimy ten sam samochód dla odmiany nadjechał z drugiej strony - tym razem
się zatrzymał i kierowca zapytał nas jak dojechać do ośrodka i czy my przypadkiem nie
jesteśmy z studenckiego rejsu szkoleniowego z jego załogi. To był Filip - nasz brakujący
człowiek - rozpoznał nas po zakupach(pewnie przez to piwo), jakby nie mógł się
zatrzymać wcześniej…
Wieczorem zapoznanie i poznanie ogólnie panujących zasad…(taaa jasne - my i zasady…)

Dzień 2
Chcemy płynąć ale niedojż iż jest flauta to KWŻ nie chce nas puścić - nasz sternik
Andrzej czy jak mu tam jest coś dziwny, niemrawy, małomówny - pewnie go kobieta
porzuciła czy coś w tym stylu a może po prostu jest jakimś agentem tudzież terrorystą
- nie wnikam lepiej.
Nikt nas nawet nie chciał w niczym przeszkolić - no fajnie. Po południu Filip nas podwiózł
do biedronki celem uzupełnienia zapasów(tak ten cały Achterpik ma zdecydowanie zbyt
małą pojemność). Wieczorem się integrujemy, kawałek dalej siedzą jacyś ludzie -
chyba gdzieś ich słyszałem/widziałem już jeden gościu z gitarą się zaczął przystawiać
nam do dziewczyn z "Brata" i chciał im śpiewać piosenki - przepłoszyły się biedactwa.
KWŻ mówi że jutro płyniemy do Sztynortu
Dzień 3
Koło południa wypływamy - jeszcze nie wiemy że to był ostatni darmowy gorący prysznic
Rano jakieś dzieciaki ze stacjonarki pływały - widzieliśmy jak ich KWŻ pokazywał im jak
się powinno rzucać kotwicę, czym był aż tak zaabsorbowany, iż zapomniał puścić linę
którą trzymał i poleciał do wody za tą kotwicą - usłyszałem jedynie komentarz:
"Patrzcie - KWŻ'et osobiście sprawdza czy kotwica osiadła prawidłowo na dnie"
Ledwo odpłynęliśmy od kei - a już nam zgasł silnik i wjechaliśmy w szuwary + mieliznę - ja
mówię "miecz trzeba podnieść bo stoimy na nim" ale nikt mnie nie słucha - zresztą co
mnie to obchodzi to nie moja łódka - dopiero po 10 minutach Andrew zadecydował by
podnieść miecz i wybrać się na kotwicy. Płyniemy dalej - cel Sztynort.
przed mostem sztynorckim dziewczyna co podobno sie zna i pływa od 12 roku życia
zabrała się za wyciąganie zatyczki od sztagu żeby położyć maszt - oczywiście jak to
typowy okaz warszawiaka wyjęła nie tą zawleczkę i położyliśmy maszt bez pomocy
bramki o własnych siłach, o czym ta sama "mądra" dziewczyna zorientowała się dopiero
po kilku minutach…
Jacyś żeglarze widząc nasze bezskuteczne próby odpalenia silnika oraz to że ktoś z
nas nadwyraz skutecznie szarpnął szarpankę tak że jej część pozostała mu w ręce
zaproponowali że nas wezmą na hol pod mostem - w ogóle na tych mazurach to
są zupełnie inni ludzie(no z wyjątkiem warszawiaków co nie wiedzą co to takiego
prawy hals) - wszyscy mili uprzejmi pomocni jak jedna wielka rodzina, jak coś
się komuś zepsuje to proponują pomoc, np jak dobijasz do brzegu to proponują
żeby rzucić cumę a dociągną do kei, proponują że przeciągną gdzieś pod mostem
czy coś, gdy niema się silnika, Poza tym wszyscy żeglarze się pozdrawiają (przy
okazji mam mały konkurs dla czytelników: Jak załoga jachtu "Misio" pozdrawiała
inne jachty a jak motorowodniaków)

Co inni o tym myślą:

  1. vinna (11:04:46)

    no jak? ciekawam, bo ja i żeglarz, i motorowodniak... choć w tym roku nie za wiele popływało się pod żaglami...
    mam nadzieję, że Ty jednak nadrobiłeś;)

  2. Patryk (11:08:42)

    poczekaj no jeszcze troszkę - jak się wkurzę to się przestaniesz wywyższać tym iż jesteś motorowodniak, bo niedojż iż na silniku pływać umiem, to i książkę kupię.
    By na weekendowy kurs sternika motorowodnego pojechać i kolejny patent w kieszeni będzie -ot co! :P

  3. vinna (11:32:11)

    e tam, ale ja mam staż;) hihi

  4. Patryk (11:35:31)

    staż staż - wezmę się zabiorę raz czy dwa razy na jakąś Pogorię czy inny Dar
    wyrobię kilkaset godzin i będę robił sternika już za rok, by zaraz potem dostać kapitana:P (albo sobie zrobię jakieś egzotyczne uprawnienia - np chorwackie:P )

W komentarzach nie działają żadne znaczniki HTML czy bbCode. Wszystkie linki zaczynające się od http(s):// są zamieniane na klikalne hiperłącza. Nowe linie są tworzone automatycznie po naciśnięciu klawisza Enter.

sygnatura lub numer seryjny:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code